wtorek, 17 lutego 2015

Naciśnij X a potem O, czyli o PlayStation słów kilka.



W listopadzie 2014, podczas pisania NaNoWriMo (link do notkio tym), studiowania dwóch kierunków i powadzenia szeroko pojętego życia towarzyskiego, w wolnym czasie zaczęłam oglądać jak ludzie grają w gry na YouTube. Niby nic interesującego, ale zawsze lubiłam oglądać – i grać – w gry komputerowe. 
Harry i spółka z pierwszej gry
Kiedy byłam młodsza, zaczynałam oczywiście od The Sims, Jazz Jackrabbit (część pierwsza jak i druga), wszelkie gry symulacyjne w których budowało się swoje miasto, prowadziło własną linię lotniczą lub miało swój własny park rozrywki. Do tej pory pamiętam, jak zahipnotyzowana patrzyłam, jak mój starszy kuzyn przechodzi mi ostatniego bossa w grze „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”, bo mimo, iż całą grę przeszłam sama, pokonać Lorda Voldemorta nie mogłam.

Innymi słowy: gram od dziecka. Kiedy byłam w gimnazjum trochę przestałam na rzecz czytania mang i oglądania anime, ale gdzieś po drodze zdarzył mi się przelotny „romans” z Dragon Age i Wiedźminem. 

Oglądając jak ludzie grają  w „Dragon Age: Inkwizycja” zatęskniłam za swoim własnym PC’tem. Niestety, mając tylko netbooka wiedziałam, że żadna z nowszych gier mi po prostu nie pójdzie, więc pozostało mi tylko oglądać, jak inni gracze pokonują wrogów, odwiedzają wspaniałe miejsca i zagłębiają się w historię gry.

Tak minął mi cały listopad. I grudzień. Oraz styczeń, pod koniec którego stwierdziłam, że tak dłużej być nie może. Na tym etapie znałam już historię „Dragon Age: Inkwizycja” na pamięć, oglądałam wszelkie dostępne romanse z bohaterami owej gry, doszłam nawet do takiego etapu, że zaczęłam oglądać jak gracze przechodzą drugą część Dragon Age. 

Stwierdziłam: nie. Albo sama zagram, albo się rozpłaczę z frustracji,

I tu zaczęło się moje dumanie, bowiem zdecydować, że kupuję Inkwizycję było proste. Problem polegał na tym, iż nie wiedziałam, na jaką platformę. Mam kupować komputer stacjonarny? PlayStation 3? Czy może jednak PlayStation 4?

Pytając się moich kolegów którzy grają, dostałam sprzeczne informacje. Jeden mówił, iż „na dobry początek” powinnam kupić PS3, inny polecał mi i PS3 i PS4, inny znowuż polecał kupno PS4 tylko.
Co więc wybrałam?

Od prawie trzech tygodni jestem zadowoloną właścicielką PlayStation 4, „Dragon Age: Inkwizycja” którą już raz przeszłam, robię to teraz po raz drugi. 

PlayStation 4 to najnowsza konsola, więc na obecnie jest na nią niewiele gier, choć rok 2015 to rok wielu premier („Wiedźmin: Dziki Gon” czy „Uncharted 4” to niektóre z nich). Ponieważ PS4 jest nowe, cena również jest wygórowana, bowiem ja za swoją dałam 1550 złotych. Jestem nowym graczem, który nigdy w życiu nie miał własnej konsoli. Jestem też graczem, który jest ograniczony przez czynniki środowiskowe, chociażby takie, iż nie mogę grać cały dzień. Nie interesują mnie strzelanki czy gry sportowe, więc od razu wybór gier które chcę kupić się zwęża. 


Slogan "This is for the Players" strasznie mi się podoba

Dlaczego PlayStation 4? 

Wyszłam z założenia, że PS4 ma mi starczyć na lata, więc zamiast za dwa czy trzy lata inwestować w tą konsolę, postanowiłam, że ominę kupowanie PS3 i od razu przejdę do czwórki. Tak, omija mnie wiele gier, bowiem te na PS3 nie działają na PS4, ale powiedzmy sobie szczerze, nie interesuje mnie dużo tytułów. Poza tym pomyślałam, że przecież za te trzy lata już tak dużo tytułów na PS3 nie będzie, bo gracze „przesiądą się” na PS4. 

Czy żałuję, że nie kupiłam PS3 za 800 złotych? Trochę. Ale przynajmniej gram w „Dragon Age: Inkwizycja”, co cieszy mnie niezmiennie, bowiem gra jest FANTASTYCZNA. Dalsza część tego posta mogłaby być tylko i wyłącznie w Caps Locku bo DORIAN PAVUS i CULLEN i ŻELAZNY BYK!!

W grze „Dragon Age: Inkwizycja” nie chodzi o historię, nie naprawdę. Chodzi o bohaterów, tych który gracz werbuję i tych, których napotyka na drodze. Chodzi też o samego głównego bohatera (można go sobie zrobić, co niezmiernie mnie cieszy, bo mogę grać kobietą :D) i o to, jak zmienia się w obliczu swojej rosnącej władzy.

Inkwizycja rozpoczyna się niezbyt przyjemnie, bowiem pierwszą rzeczą jaka się dzieje, jest wybuch pięknego budynku, którym potem okazuje się być Konklawe. Po krótkiej ucieczce przed bardzo brzydkimi i wyrośniętymi pająkami i stworzeniu przez gracza głównego bohatera, ona/on budzi się zakuty w kajdany. 
 Co zrobiliśmy złego? Ano, Kassandra Penthagast (z Dragon Age II) i Leliana (z Dragon Age I) wierzą, że to myśmy ten wybuch spowodowali. Wybuch, który nie tylko zniszczył Konklawe, ale też zabił Boską Justinię V, wielu magów i templariuszy którzy spotkali się by porozmawiać o pokoju między sobą. Wybuch, który również zrobił olbrzymią dziurę w niebie, przez którą do świata przechodzą demony z Pustki.

W trzeciej odsłonie Dragon Age, jak i pozostałych, chodzi o wybory gracza, wybory które mogą zmienić naszą historie. Pierwszy z tych wyborów mamy już na początku, bowiem musimy zdecydowanie jak do dziury dojdziemy: czy krótszą droga, przy osłonie ze strony żołnierzy, co może spowodować straty w ich szeregach, czy drogą nieco dłuższą, ale przy stracie zwiadowców z krótszej drogi.

Po zamknięciu dużej dziury (i kilku pomniejszych) wracamy do naszej głównej bazy, Haven, z której możemy podróżować do różnych zakątków Thedas, zwiększając swoją moc i wpływy pośród zwykłych ludzi i szlachty. Nie wiemy jednak, kto Konklawe zniszczył, ani co przez ten czyn chciał osiągnąć, ale dowiemy się poprzez granie.
Bardzo ważnym elementem gry są bohaterowie, których kocham i uwielbiam. BioWare dało graczowi nie lada gratkę, bowiem w zależności od tego jaką płcią i rasą (jest ich cztery: elfy, ludzie, krasnoludy i qunari) możemy bohaterów romansować i nie. Na przykład: grając jako mężczyzna nie nawiążecie romansu z elfką Serą, która ma ostry język i celnie strzela z łuku, ale za to możecie spróbować z Józefiną (waszą ambasadorką), Dorianem (magiem z Tevinteru), Kassandrą czy Żelaznym Bykiem (qunari). Grając za to jako kobieta, możecie próbować romansować z Solasem (ale tylko jako elfka), Blackwallem, Żelaznym Bykiem, Józefiną, Cullenem (który jest jednym z dwóch bohaterów, który był w obu poprzednich grach Dragon Age. Wyjawienie drugiego bohatera byłoby spoilerem, więc tego nie zrobię) czy Serą. 

Od lewej: Cullen (dowódca wojsk Inkwizycji, mój pierwszy romans), Kassandra, Józefina (ambasador Inkwizycji) i Leliana (główny szpieg Inkwizycji). Zdjęcie można podpisać jako: Come here, looser, we're going Inquisition shopping.


Nie samo romansowanie jest ważne, ale rozmowy z naszymi kompanami. Skąd pochodzi Sera? Kim, lub czym, są Qunari? Dlaczego w tej grze nikt nie lubi ludzi z Tevinteru? Tego, i wielu rzeczy więcej, dowiemy się rozmawiając z naszymi kompanami i ludźmi poznanymi podczas naszych wędrówek. 

Czy warto zagrać w Inkwizycję? TAK. TAK, WARTO! NIE MOGĘ BARDZIEJ WAS DO TEJ GRY ZACHĘCIĆ, NIŻ PO PRZEZ POWIEDZENIE, ŻE JEST FANTASTYCZNA!