wtorek, 23 grudnia 2014

Kochanie, przytrzymaj mi moją skórzaną kurtkę, muszę zabić tego wampira: czyli słów kilka o seriach urban fantasy



Nie dorastałam, czytając książki o silnych bohaterkach, bo powiedzmy sobie szczerze, w kanonie polskich lektur szkolnych dominują mężczyźni (z czego większość z nich już nie żyje od paru ładnych lat). Potem odkryłam fantastykę, ale jednak dalej czegoś mi brakowało.
Mianowicie, brakowało mi bohaterek, których nie trzeba było ratować. Bohaterek, które były w centrum a nie tylko pomocnicami, bohaterek odważnych ale i niebezpiecznych.
Od kiedy przestałam polegać tylko i wyłącznie na zasobach biblioteki szkolnej, a potem i publicznej, i sama zaczęłam szukać w Internecie ciekawych książek, natrafiłam na pewien gatunek, który niemalże idealnie wypełniał moją czytelniczą pustkę.

Książki urban fantasty to takie książki, których realia są bardzo podobne do naszych dzisiejszych, jednakowoż różnią się one jednym faktem; mianowicie, w owych światach magia albo istoty magiczne to chleb powszedni. To właśnie to połączenie magii i elektroniki, czarów i wielkomiejskiego życia tak bardzo mnie wciągnęło. Nie ma tam milutkich wróżek, pomocnych duchów. Jest za to pot, łzy, brud i ubóstwo. Szybko odkryłam, że w Polsce wyszła seria o Felixie Castorze, Brytyjskim egzorcyście napisana przez Mikey’a Carey’ego (pisał on scenariusze do komiksów, między innymi do „Constantina”), która po pierwszym tomie stała się moją ulubioną, a potem przeczytałam bardzo fajne „Szaleństwo Aniołów” Kate Griffin, jednak dalej brakowało mi książki, z główną damską bohaterką.
Na szczęście Internet bardzo pomógł mi w poszukiwaniach, i w niedługim czasie przeczytałam całkiem sporą ilość książek urban fantasy, w których główne bohaterki najczęściej są wojownikami do wynajęcia, które za określoną cenę są w stanie zabić wampira. Albo wilkołaka. Albo rozwikłają morderstwo, oczywiście, jeśli porządnie się im zapłaci. 

Ja owe serie nazywam po prostu Badass Female Characters. Co różni je od innych bohaterek? Otóż, najczęściej chodzą one z mieczami, czego nie można powiedzieć o, powiedzmy, bohaterce „Siłaczki” Stefana Żeromskiego. Po drugie, wszystkie, albo przynajmniej większość, ma jakiś specjalny talent, który w większości jest talentem do zabijania niezbyt przyjemnych rzeczy. Większość z nich, jeśli nie wszystkie, mają jakiś wątek romansowy, który nie jest jednakże wątkiem głównym.
A więc, drogi czytelniku, przed tobą lista serii oraz książek z takowymi Badass Female Characters, które polecam. Idealne na zimowe wieczory.


Kate Daniels autorstwa Ilony Andrews
W Polsce dzięki wydawnictwu Fabryka Słów wyszły cztery z ośmiu (obecnie zostało potwierdzone, że kontrakt na serię o Kate Daniels został przedłużony na dziesięć) tomów o Kate Daniels, najemniczce do wynajęcia. Kate mieszka w Atlancie, która przeżyła magiczną apokalipsę; fale magii odchodzą i przychodzą, niszcząc wszystko, co elektroniczne na swojej drodze. Nie przetrwa nic, co ma więcej niż trzy albo cztery piętra a nie jest chronione przez potężne, magiczne zaklęcia. Sprzęt elektroniczny, jak auta czy wszystko podobne, podczas fal magii nie działa.

Kate jest świetna w walce wręcz jak i znakomicie posługuje się mieczem, a jej głównym celem jest zabicie jej lekko psychopatycznego ojca. 

Seria o Kate Daniels autorstwa duetu pisarskiego, który wydaje powieści pod pseudonimem Ilona Andrews, wciągnął mnie niesamowicie. W ciągu pierwszego tygodnia po odkryciu tomu pierwszego, już kończyłam tom piąty. Za co pokochałam pannę Daniels? Na pewno za odwagę i lojalność wobec osób jej drogich, również za jej pyskatość – mało kto odważyłby się w restauracji jako poczęstunek wysłać miskę z mlekiem do najpotężniejszego zmiennokształtnego w mieście, który zamienia się w olbrzymiego lwa – oraz za jej upartość. Sama seria ma swoje wzloty i upadki (słyszałam, że tom szósty jest średni, ale kolejny już ponoć jest lepszy) a świat, jaki Andrews wymyśliła/wymyślili zapada w pamięć.

Clean Sweep autorstwa Ilony Andrews
Clean Sweep nie jest książką, jak inne. Na początku Andrews niezbyt regularnie umieszczała rozdziały na swojej stronie internetowej za darmo, gdzie obecnie można przeczytać dziewięć rozdziałów tomu drugiego. I o jej, co to są za rozdziały! Clean Sweep to połączenie urban fantasy z sciencie fiction, bowiem mamy tutaj i kosmos – między innymi wampirów, którzy są międzygalaktycznymi wojownikami, walczącymi na śmierć i życie dla swoich Domów, a wilkołaki zostali genetycznie stworzenie na potrzeby jednej z wielu kosmicznych wojen – i urban fantasy. Główna bohaterka, Dina Demille, prowadzi B&B (Bed and Breakfast, czyli niewielki hotelik w którym można zjeść śniadanie i się przespać) w małym teksańskim miasteczku… z tym tylko wyjątkiem, że gośćmi jej B&B są kosmici, i na przykład jednym z jej stałych mieszkańców jest jedna z byłych galaktycznych władczyń, oskarżona o parę masowych mordów dokonanych pod jej rządami, która nie może opuścić terenu B&B ponieważ inaczej zostanie zamordowana, albo co gorsza, poddana jakiemuś sądowi.

Clean Sweep czyta się fenomenalnie a świat stworzony przez Andrews jest tak wspaniały, że aż chciałam przytulić swojego Kindle’a do twarzy. Jedna z lepszych książek, jakie czytałam w tym roku, z fantastyczną główna bohaterką. I czy wspominałam, ze świat Innkeeper Chronicles jest wspaniały?

Pisane szkarłatem autorstwa Anne Bishop
W tym momencie trochę naginam moje własne reguły, bowiem główna bohaterka serii Anne Bishop nie walczy ani nie zabija żadnych potworów. Ale, mój Boże, seria ta sprawiła, że całkowicie olałam jeden z egzaminów i czytałam tom drugi do trzeciej w nocy.

Anne Bishop stworzyła świat mało znany czytelnikowi, bowiem chyba w żadnej książek nie widziałam, by to stworzenia magiczne rządziły człowiekiem.  Ludzie w serii „Inni” tylko wynajmują ziemię, którą uprawiają, wszystkie wynalazki mogą istnieć tylko za pozwoleniem Innych, a relacje między istotami nadnaturalnymi a ludźmi nie są zbyt dobre. 

Główną bohaterkę, Meg Corbyn poznajemy, gdy przedziera się przez śnieżyce, uciekając przed kimś albo czymś. Dzięki przeznaczeniu Meg trafia na Dziedziniec, czyli niewielką strefę handlową nadzorowaną przez Innych, gdzie jak jeden z napisów oznajmia „Nie panuje tutaj ludzie prawo”. Simon Wolfguard, zmiennokształtny, który jak wskazuje jego nazwisko zamienia się w wilka, rządzi strefą Dziedzińca i daję on Meg pracę jako łącznika z ludźmi. Daję jej posadę mimo to, iż widocznym jest, że dziewczyna przed czymś ucieka. A poza tym, Meg zdaniem zmiennokształtnych nie pachnie jak zwierzyna, czyli nie pachnie jak człowiek... Panna Corbyn jest Cassandra sangue  czyli wieszczką krwi – za każdym razem, gdy przetnie swoją skórę i popłynie krew, Meg ma wizję dotyczące przyszłości. Wizje, które mogą pomóc i Innym i ludziom. Wizje przerażające.  Wizje, które mogą zmienić świat.

Jestem zauroczona serią. Nie, nie zauroczona. Uwielbiam ją. Uwielbiam bohaterów, niewinną Meg która dopiero uczy się, co lubi a co nie, zwierzęcego Simona, małego Sama. Potrzebuje tom trzeci, najpóźniej na wczoraj.


Skinwalker autorstwa Faith Hunter
Jane Yellowrock robi, co musi, aby przetrwać w tym dziwnym świecie. Co nie oznacza, że zabije wampira za jakąkolwiek cenę. Jane jest jedynym w swoim rodzaju skinwalkerem, czyli osobą, która może zamienić się w dowolne zwierzę, co bardzo pomaga jej w profesjonalnym polowaniu na wampiry. Dodajmy do tego jeszcze jej tajemnicze pochodzenia – Jane wie tylko, że ma w żyła krew plemiona Cherokee – najlepszą przyjaciółkę, która jest świetnym magie, i nowego pracodawcę Jane, Katherine Fontaneau. Katherine będąca właścicielką burdelu Kate’s Ladies, zleca Jane zabicie wampira, który bardzo, ale to bardzo polubił krew swoich pobratymców. Zmieszajmy to wszystko razem, i mamy naprawdę Badass Female Character w kłopotach po uszy.

Jane jest kolejną silną bohaterką, która swoje już przeżyła i która potrafi wpakować się w kłopoty szybciej, niż zdołam wymówić „Król Karol kupił królowej Karolinie korale koloru koralowego”. Dwa tomy, które przeczytałam wciągnęły mnie, ale niestety nie za bardzo zapadły w pamięci, chociaż plus za to, że Jane rodowitą Indianką (native American) i autorka musiała zrobić bardzo dogłębny reaserch, bowiem mity owej grupy przeplatają się z innymi mistycznymi rzeczami.

Zew Księzyca autorstwa Patricii Briggs  
Mercedes Thompson to kolejna bohaterka, w której świecie wilkołaki i wampiry są na porządku dzienny. Sama Thompson jest trochę niecodzienna, bo pracuje jako mechanik, za swojego sąsiada – ona mieszka w przyczepie, on w luksusowym domu – ma wilkołaka, naprawia auta dla wampirów, a jej byłym szefem jest gremlin. Mercy, jak woli by na nią mówić, jest zmiennokształtnym i potrafi zamieniać się w kojota. Sama seria nie jest zła, ale niestety główna bohaterka potrafi być momentami strasznie irytująca, a sam fakt, że wszyscy męscy bohaterowie uważają ją za atrakcyjną i chcą się z nią przespać, niczemu nie pomaga. W Polsce wyszło pięć z dotychczasowych ośmiu tomów, ale niektóre osoby mówią, że ostatni tom nie jest wcale zbyt dobry. 

Jednak warto chociażby zerknąć, biorąc pod uwagę, że pani Patricia Briggs ma bardzo ładny styl, a jej inna seria Alpha and Omega jest ponoć znacznie lepsza.


Dirty Magic autorstwa Jaye Wells
Tutaj tytuł, który można przetłumaczyć na język polski jako Brudna magia i idealnie opisuje książkę, bowiem świat Dirty Magic jest brudny. Nielegalne magiczne narkotyki zalewają ulice, gangi zamieniły się w gangi magiczne, które dochody odnoszą dzięki swoim nielegalnym eliksirom, a główną bohaterką jest Kate Prospero, która uciekła od tego życia i została policjantem.

Książka zaczyna się dosyć makabrycznie, bowiem Kate podczas swojego patrolu znajduje wilkołaka umazanego krwią swojej ofiary, i żadne kule nie są w stanie go powstrzymać. Jednak Kate z trudem zabija swojego przeciwnika, który przed atakiem musiał wziąć jakiś paskudny narkotyk, i od razu panna Prospero wpada w kłopoty. Zabity przez nią wilkołak okazuje się być jednym z głównych kretów specjalnej jednostki policji, której zadaniem jest zamknięcie za kratkami wszystkich użytkowników nielegalnej magii, a szczególnie głów głównych gangów, którzy ową magią handlują.
Kiedy myślę o urban fantasy, właśnie Dirty Magic  przychodzi mi na myśl, bo książka naprawdę jest brudna. Nielegalna magia, uzależniające eliksiry, magiczne podziemie, wszystko to po lekturze Wells zapada w pamięć.