czwartek, 2 października 2014

Nie oceniaj książki po okładce, czyli o nowej edycji książek Andrzeja Pilipiuka



Ostatnimi czasy myślałam, że już nic mnie w polskiej fantastyce nie zdziwi. A tu jednak, pewnego dnia na fejsbuku czeka na mnie niesamowita niespodzianka: wiadomość, że Andrzej Pilipuk wydaje kolejny tom o kuzynkach Kruszewskich. Nigdy o nich czytelniku nie słyszałeś? Szkoda, bo naprawdę warto nadrobić straty; nie dość, że jest to jedna z lepszych książek Pilipiuka, to jeszcze jedna z niewielu serii w polskiej fantastyce, którymi głównymi bohaterami są kobiety.

Z kuzynkami Kruszewskimi spotkałam się w gimnazjum, gdy moja historia z fantastyką dopiero się zaczęła. Wtedy, jak już wspomniałam w jednym z postów, czytanie romansideł było bardzo nie na miejscu, bo przecież byłyśmy z moimi przyjaciółkami za mądre na tandetne romansidła. Książki o kuzynkach Kruszewskich były jednymi z niewielu książek jakie czytałam w tamtym okresie z bohaterkami, z którymi mogłam się bardziej utożsamiać i których losy przeżywałam bardziej, niż przygody Kłamcy Jakuba Ćwieka. I fakt, że powstaje kontynuacja ich przygód niezmiernie mnie ucieszyła.

Nie ucieszyły mnie za to komentarze pod postem.

Od lat w naszej kulturze spotykamy się z degradacją jednego gatunku pisarskiego. „Poważna” literatura uważa, że fantastyka jest nic nie warta, a fantaści uważają, że z jakiegoś powodu są lepsi bo czytają fantastykę a nie harlequiny. Nie oszukujmy się: prawie wszystko, co jest pisane o kobietach lub dla kobiet, jest od razu umieszczane na liście rzeczy „nie wartych czytania”. Na takiej liście umieszcza się ostatnimi czasy książki dla młodzieży, szczególnie dla damskiej jej części. Nawet jeśli książki są dobrze napisane i popularne, to i tak czytelnik innych gatunków albo będzie podchodził do nich z uprzedzeniem, albo w ogóle ich nie tknie. Jest to trochę błędne koło, w którym najbardziej cierpią książki i młodzi czytelnicy. Dziewczyny, które jak ja myślały kiedyś, że są za mądre na romanse lub literaturę kobiecą (strasznie nie lubię tego określenia, bo czym jest literatura kobieca? Czy tym, co ją wyróżnia od innych gatunków jest fakt, że główną bohaterką jest kobieta?), są setki tysięcy i fakt, że miesza się ich gust z błotem wcale nie pomaga.

Co zdenerwowało mnie aż tak bardzo, że pisze tego posta? Ano fakt, że wydawca książek o kuzynkach Kruszewskich musiał rozsyłać do swoich subskrybentów tego maila:

Drodzy czytelnicy Andrzeja Pilipiuka i fani cyklu Kuzynki Kruszewskie, wielu z Was zadaje nam ostatnio bardzo zasadne pytanie.
Dlaczego nowa część serii Kuzynki Kruszewskie będzie dostępna jedynie w nowej szacie graficznej?
Odpowiadamy szczerze:
Andrzej Pilipiuk  w latach 2003-2005 stworzył serię Kuzynki Kruszewskie liczącą 3 książki. Powstały wówczas Kuzynki, Księżniczka i Dziedziczki. Cykl ten przez lata był zamknięty (do roku 2014). Nie spodziewaliśmy się, ani sam Autor się nie spodziewał, że kiedyś powstanie kolejna książka w ramach tej serii.
Kiedy otrzymaliśmy niezwykłą informacje od autora, że pracuje nad kolejną książka z tego cyklu poczuliśmy radość. Jednocześnie zaczęliśmy zastanawiać się, w której szacie graficznej wydać książkę, ponieważ popularność wersji istniejących na rynku i w Waszych domach jest porównywalna.
Do tej pory seria ukazała się w pięciu wersjach. Za każdym razem był to wynik decyzji o rozszerzeniu grupy jej odbiorców, z roku na rok bowiem pojawiali się nowi czytelnicy o nowych gustach.
Podjęliśmy trudną decyzję o kolejnym wznowieniu serii w całkiem nowej szacie graficznej i dopasowaniu do niej nowej części cyklu.
Liczymy na Wasze zrozumienie tej sytuacji. Wierzymy, że proza Andrzeja Pilipiuka wynagrodzi Wam brak dopasowania okładki do pozostałych.
Fabryka Słów



Czy wiecie, jak czytelnicy Fabryki Słów określali ostatnie okładki cyklu o kuzynkach Kruszewskich?
„w tych okładkach ani za darmo ani z lodówką gratis bym nie wzięła.”
„Uwielbiam cykl o kuzynkach Kruszewskich, ale okładki tej edycji naprawdę przypominają Harlequiny :< (błagam, zmieńcie chociaż font)”
I weź tu, mężczyzno, czytaj takie coś w komunikacji miejskiej. Wstyd na całe miasto.
„Przepraszam, to Pilipiuk czy tanie romansidło marki Harlequin?
I tak dalej, i tak dalej. Ogólnie czytelnicy Fabryki Słów uważają, że te okładki:



Od razu oznaczają, że czytają owiane złą sławą harlequiny.
Ja na to powiem jedno: chyba nigdy harlequinów nie widzieliście. Bo wyglądają one tak:





Widźcie jeszcze jakieś podobieństwo oprócz faktu, że na wszystkich okładkach jest kobieta, a na dwóch z nich jest podobna czcionka do tej na okładkach Pilipiuka? Bo ja nie. Dla porównania: oto okładki książek dla młodzieży typu „Zmierzch”, bo dla czytelników Fabryki Słów nowe wydanie książek Pilipiuka wyglądają tak samo.




Ponownie: jakie podobne elementy posiadają te okładki do nowych okładek cyklu o Kruszewskich?
 Kobietę na okładce.
Okładki Fabryki Słów, moim zdaniem, są bardzo ładne. Trochę tajemnicze, trochę efemeryczne i nie sądzę, by pomyślano źle o facecie albo o kobiecie, którzy taką książkę czytają, na przykład w tramwaju czy autobusie. 

Wiele z komentatorów fanpejdżu Fabryki Słów ubolewało, że wydawnictwo zrobiło taką, a nie inną edycję. Twierdzili, że się sprzedali szukając nowych czytelników. Moje pytanie brzmi: co w tym złego? Czy jakimś cudem spadnie wartość książek, jeśli sięgną po nie młode kobiety? A co jeśli cykl Pilipiuka spodoba im się tak bardzo, że sięgną po inne książki leżące na półce „Polska fantastyka”, czy to również będzie znaczyło, że ich poziom się zmniejszy? 

Czemu zawsze i ciągle musimy mówić o wszystkim co lubią i co czytają kobity, że jest gorsze? To dzięki młodym dziewczyną The Beatles i Elvis Presley osiągnęli taki poziom sławy, bo nie wierzę, że gdyby nie wrzeszczące i mdlące fanki, Elvis dotarłby gdziekolwiek ze swoimi ruchami bioder. Jest to nie tylko przykre, ale i degradujące, bo nie ma czystszego uwielbienia, niż uwielbienie młodej kobiety. Gdyby nie młode dziewczyny nie mielibyśmy „Zmierzchu” i Beibera, owszem, ale patrząc z perspektywy czasu, czy „Zmierzch” był aż tak zły dla literatury? Ubiegły rok pokazał, że bestsellery był okupowane przez książki Young Adult, a jedyna książka z kategorii „poważnych” która uzyskała większy rozgłos była książka Donny Tartt „The Goldfinch” którą jest historią o dorastającym chłopcu. Uważam, że dzięki „Zmierzchowi” młodzież czyta więcej, i nie jest to rzecz, która najbardziej się liczy? Dlaczego szykanujemy młode dziewczyny za to, że czytają romanse o wampirach? Czy nie chcemy, aby czytały?

Osobom, którym nie podoba się nowe wydanie cyklu Pilipiuka dalej polecam je kupić. Może potem zrobicie coś, co przywróci wam waszą utraconą przez trzymanie książki z kobietą na okładce męskość. Otwórzcie słoik, przykręćcie śrubkę. Spluńcie na chodnik.

Ale na litość boską, nie niszczcie innym radości czytania swoimi niepotrzebnymi opiniami.

11 komentarzy:

  1. O, a ja znałam tylko tę pierwszą wersję okładek. A najbardziej mi się chyba czwarta podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się najbardziej podoba pierwsza, bo takie sama mam książki, ale czwarta też jest ładna :D Za to trzecia i piąta nie bardzo.

      Usuń
  2. Oczywiście, że chcemy by czytali, bo czytanie jest fajne. I nie rozumiem, co kogo obchodzi co ktoś czyta w komunikacji miejskiej. Ważne, że czyta. Setki kobiet, które w drodze do pracy czyta Grey'a jakoś nie ukrywa okładek, a nikt ich palcami nie wytyka.

    Nowe okładki serii mi się nie podobają. Uważam, że są brzydkie, a poza tym nie pasują do pierwszego wydania, które mam. Ale to kwestia gustu, rozumiem że mogą się podobać. Kupię ebook po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rozumiem, że komuś może bardzo zależeć, żeby mieć wszystkie książki w tych samych edycjach na swojej półce, naprawdę mogę to zrozumieć. Ale uważam, że nie powinniśmy wpadać w skrajną przesadę, bo jakoś nikt nie wypominał kobietom w autobusie, że czytały 50 twarzy Grey'a.

      Usuń
  3. Podobnie jak Rusty, znałam tylko pierwszą wersję, a czwarta też podoba mi się najbardziej.

    Świetny tekst, zgadzam się w całej rozciągłości. Można się pastwić nad "Zmierzchem", ale na fali sukcesu serii wypłynęło naprawdę wiele niezłych i przyjemnych książek, po które zresztą sama sięgałam. Ba, sięgały po nie osoby, które są sporo starsze ode mnie. Albo polecały je młodszemu rodzeństwu, które wcześniej czytanie tratowało jako karę, ewentualnie narzuconą przez szkołę konieczność. Także niech młodzież czyta więcej i więcej, nic złego nie może chyba z tego wyniknąć.

    "Może potem zrobicie coś, co przywróci wam waszą utraconą przez trzymanie książki z kobietą na okładce męskość. Otwórzcie słoik, przykręćcie śrubkę. Spluńcie na chodnik." - chyba to sobie gdzieś zapiszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na przykład dowiedziałam się chociażby o Igrzyskach Śmierci dzięki Zmierzchowi właśnie i po części dzięki niemu wciągnęłam się w Young Adult Novels, więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :)

      Usuń
    2. No i właśnie o to chodzi :)

      Usuń
  4. Jeśli coś przypomina harlekiny to wersja 3 i 5 z tymi biustami na wierzchu. Mi się te najnowsze okładki nie podobają (ewentualnie "Dziedziczki" jeszcze ujdą"). Czwarta niezła, ale najbardziej podoba mi się pierwsza. Generalnie nie narzekałabym szczególnie akurat na te okładki, bo w fantastyce wcale nie trzeba długo szukać, żeby znaleźć gorsze. Czasem mam wrażenie, że wydawcy myślą, że im brzydsza okładka tym lepsza będzie sprzedaż.
    Natomiast rozumiem reakcję czytelników, którzy chcieliby, żeby okładki były co najmniej w zbliżonej szacie graficznej. Aczkolwiek wydawca ma tu rację, 4 tom jest niespodziewany, wyszło już kilka wersji okładek, nie ma opcji, żeby wszyscy byli zadowoleni. Ja mam większą złość na tych, którzy zaczynają wydawać tłumaczenie 20-tomowego cyklu i przy szóstym tomie zupełnie zmieniają okładki (nie wznawiając wcale c\wcześniejszych wydań w nowej szacie graficznej).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto zmienia okładki w połowie serii?!

      Co do brzydkich okładek książek fantasy, nie wiem czy jest wydawnictwo, które wybiera tak brzydkie okładki jak wydawnictwo MAG. Ich seria "Uczta Wyobraźni" jest paskudna

      Usuń
    2. W.A.B. Ogólnie zmienili szatę graficzną dla całej "Mrocznej serii", no ale przy serii o Jurym Marthy Grimes wyszło to bardzo nieciekawie. Zresztą nie tylko przy tym, ale tu mnie akurat najbardziej wkurzyli. Tym bardziej, że poprzednie okładki bardzo pasowały do treści książek i pomysłu autorki na cykl.

      Usuń
  5. Chcesz dowiedzieć się więcej na temat projektowania okładek? Zapraszamy na naszego bloga: http://blog.wydacksiazke.pl/cie-widza-cie-pisza-zaprojektowac-okladke-swojej-ksiazki/

    Pozdrawiamy,
    WydacKsiazke.pl

    OdpowiedzUsuń