wtorek, 28 października 2014

Książki Young Adutl które ja zaczęłam czytać, a wy nie powinniście kończyć CZĘŚĆ DRUGA



Tak, krzyczycie, TAK! W końcu kontynuacja postu z lutego, w którym Kubek pisała o książkach Young Adult które zaczęła czytać, a których nie skończyła! Dzięki niej i owej notce  zainwestowałam/zainwestowałem w coś znacznie lepszego. Może i tym razem, myślisz sobie drogi czytelniku, Kubek odwiedzie mnie od złego, jakim jest kupowanie złej książki?
Jeśli takie myśli przeszły Ci przez głowę czytelniku, nie bój się. Jestem tutaj po to, by otwierać przed tobą zupełnie nowy świat książek, chroniąc cię jednocześnie od tych złych. Także usiądź wygodnie, i skreśl poniższe pozycje z listy „Książek do kupienia” i ciesz się, z możliwości kupienia sobie za ową kwotę kawę. Albo inną książkę. Bądźmy szczerzy, nie samymi książkami człowiek żyje, szczególnie gdy w kawiarniach takie fajne smaki kaw mają!
Zacznijmy więc!


1. Isla and the Happy Ever After, Stephanie Perkins
O trylogii Stephanie Perkins, która zaczęła się od książki „Anna i francuski pocałunek” mogę napisać swobodnie osobną notkę (i chyba tak zrobię, wkrótce). Niestety, nie będzie to przyjemna notka, bowiem będzie się nazywać „Jak spieprzyć bardzo fajnie zapowiadającą się serię, czyli o trylogii Stephanie Perkins”
„Anna i francuski pocałunek” był o nastolatce, Annie, która przez swojego ojca pisarza – piszącego notabene ckliwe romanse w stylu Sparksa – zostaje wysłana do amerykańskiej szkoły w Paryżu. Książką jest naprawdę dobra, bo pokazuje jak bardzo wiele rzeczy dzieje się w głowie nastolatków i jak bardzo dziwni i niepoukładani oni są. Oszczędzę wam opisywania drugiego tomu czyli „Lola and the boy Next Door” (w tłumaczeniu własnym: „Lola i chłopak z sąsiedztwa) bo jest nudy i z pierwszym tomem nie łączy się prawie wcale. Tom trzeci to jednak zupełnie inna bajka, bo wracamy z powrotem do amerykańskiej szkole w Paryżu, tym razem z innymi bohaterami. Isla jest zamkniętą w sobie dziewczyną zakochaną po uszy w utalentowanym artystycznie Joshu. Spotyka go przed rokiem szkolnym w kawiarni będąc naprutą lekami przeciwbólowymi po wyrwaniu zęba. I ponieważ nagle nie jest nieśmiałą myszką zaczyna z nim rozmawiać.
Początek może wydawać się fajny. Reszta jest po prostu niedorzeczna. Pomijając nierealne zakończenie całej serii (które nadal mnie irytuje) sam związek między Joshem a Islą jest, w najprostszych słowach, toksyczny. I to nie jest taka tam sobie „toksyczność”, książką dochodzi do takiego momentu miłości, że Isla przez moment myśli, że bez Josha i ich miłości, ona na tym świecie nie istnieje.
Nie polecam. Zaoszczędźcie pieniądze.

2. Szklany Tron, Sarah J. Maas
Wszystko w tej książce jest świetne. Pomysł na turniej, który ma wyłonić królewskiego szpiega/mordercę: plus. Świat: też na plus.
I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie dwa mankamenty: główna bohaterka i to, w jaki sposób ją autorka opisuje.
Celaena Sardothien jest piękną morderczynią skazaną na ciężką pracę w kopalni. Jednak ma możliwość odkupienia swoich win: jeśli wygra turniej, który ma wyłonić królewskiego szpiega/mordercę. Dzięki wygranej nie tylko wyjdzie z kopali w której czeka na nią niechybna śmierć, ale po kilku latach będzie mogła być wolna. Oczywiście, że wybiera udział w turnieju, w którym może zginąć. W końcu jest najlepszym płatnym mordercą jaki istnieje.
I w tym momencie pojawia się problem, przynajmniej w moim odczuciu. Przez całą książkę słyszymy, jakim to świetnym Celaena jest mordercą, jaka ona to jest fajna i ładna. Słyszymy o tym, ba, Celaena sama się tym przechwala. Ciągle podkreśla słowa I am the best, jakby był jakąś mantrą. Jednak oprócz kolejnych, sporadycznych prób,  nie widzimy tego, jak dobra jest w fachu mordowania ludzi. To, co widzi czytelnik, to znudzoną próżną dziewczynę, bardziej zainteresowaną sukniami, czytanie i biżuterią, czy chociażby mordowaniem ludzi. Wrzućcie do tego niepotrzebny trójkąt i plot który wybitnie wskazuje na to, że Celaena jest wybraną albo kimś w tym stylu. Dodajcie do tego niezbyt interesujących bohaterów drugoplanowych; księcia, który zdaje się w ogóle nie interesować sprawami dziejącymi się poza murami zamku, gwardzistę/osobistego ochroniarza owego księcia, czyli jedyny plusik w ciemności, i księżniczkę z podbitego przez króla kraju, która jest tam w sumie nie wiadomo po co.



Od razu macie książkę, której nie warto kupować. 


3. The Art of Lainey, Paula Stokes
Po rozstaniu z chłopakiem, którego Lainey bardzo kocha, dziewczyna chce go odzyskać za wszelką cenę. Za namową koleżanki kupuje „Sztukę wojny” Sun Tzuna, napisaną jeszcze przed Chrystusem. Jak sam tytuł wskazuje, książki i jej porad powinno się raczej używać w sztuce wojny, ale skoro dostosowuje się jej zasady także do biznesu, to chyba za jej pomocną można odzyskać chłopaka. Co może pójść źle?
Wszystko zapowiadało się tak dobrze, jednak skończyło się tak przewidywalnie. Jestem zawiedziona i to bardzo.









4. Obsydian, Jennifer L. Armentrout
Tą książkę można opisać jednym zdaniem: dziewczyna w nowym mieście i kosmici którzy wyglądają jak nasze ładniejsze wersje. Nie żartuję. Romans pojawia się tutaj tak jakby znikąd, bo na początku Daemon Black jest dupkiem.  Dalszych książkach (przeczytałam trzy, albo cztery, proszę nie oceniajcie mnie) dochodzą jakieś tajne organizację, eksperymenty, a wszystko to w tle wielkiej miłości dwojga nastolatków. I każda kolejna książką kończy się albo twistem albo jakimś cliffhangerem i cóż, po kolejny tom sięgnąć trzeba.
Niby nie jest najgorzej, ale mogło by być lepiej.








I to na tyle, jeśli chodzi o drugą odsłonę książek YA które ja zaczęłam czytać, a wy nie powinniście kończyć. Do zobaczenia przy następnym wpisie!
Pozdrawiam, Kubek.
  

2 komentarze:

  1. Z tym Obsydianem to nawet nie zamierzam próbować - już sam pomysł romansu z kosmitami mnie rozśmiesza ;)

    Swoją drogą piękny masz nagłówek. Niesamowicie klimatyczny *___*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3 Kiedyś trzeba odświeżyć swoje Photoshopowe umiejętności ;)

      Usuń