wtorek, 15 lipca 2014

Romanse 101, czyli od czego zacząć?




W jednym z moich poprzednich postów pisałam, że lubię czytać romanse. Nie jestem tym faktem jakoś zawstydzona, bo a) romanse są naprawdę fajne i b) nikogo nie powinno obchodzić, co czytam w wolnym czasie. Romanse mają taką dziwną opinię, szczególnie wśród kobiet wykształconych, która mówi, iż wszystkie romanse są złe i nie powinno się ich czytać, bo to strata czasu. Co, oczywiście, jest tak samo prawdziwe jak stwierdzenie, że wszystkie książki z gatunku fantasy są nudne i piszą je tylko i wyłącznie biali mężczyźni po czterdziestce z nadwagą i dziwnym wąsem.
 Chciałabym pokazać wszystkim, że romanse, tak jak i fantastyka czy inne gatunku, dzielą się na wiele mniejszych pod-gatunków i duża część jest niezmiernie interesująca.
Poniższa lista została stworzona przeze mnie, na podstawie książek, które czytałam osobiście, więc mogą się pojawić braki. Postaram się uwzględniać autorów, których książki czytałam oraz takich, których książkę chcę przeczytać, żebyście mieli większy wybór.
Więc drodzy czytelniczy, zanurzcie się ze mną w świecie kobiet ( i nie tylko), które są skomplikowane i tak jak my, czytelnicy, prawdziwe.
Albo przynajmniej starają się takimi być.


Przed państwem: „Romanse 101, czyli od czego zacząć czytanie gatunku?”



Romans historyczny (Lisa Kleypas, Eloisa James, Paullina Simons, Julia Quinn)
Romans historyczny to jeden z najpopularniejszych pod-gatunków. Co go charakteryzuje? W większości książek główna bohaterka musi wyjść za mąż, czy to z powodów pieniężnych (jest biedna jak mysz kościelna), społecznych (to jej ostatni sezon i musi wyjść za mąż, by nie uzyskać metki starej panny), czy sercowych. Duża część romansów historycznych jest jak najbardziej poważna, inne puszczają do czytelnika przysłowiowe oczko (Julia Quinn pisze na przykład romanse z dużą dawką humoru). Jakie epoki najczęściej opisywane są w romansach historycznych? Niektóre historie dzieją się w Anglii bądź Szkocji (tzw. Highland/Scotland romance novels. Bo przecież żadna kobieta nie może oprzeć się umięśnionemu Szkotowi, który dba o swój honor i swoją kobietę). Bardzo popularna jest epoka Wiktoriańska oraz epoka Regencji (myślcie o Jane Austien i sukienkach Elizabeth Bennet, oraz o wychodzącym z jeziora Darcym). Istnieje sporo książek, których akcja dzieje się w starożytności; Rzym, Egipt czy Grecji i te dotykają niekiedy tematów niewolnictwa czy przemocy seksualnej.
Wydaje mi się jeszcze, że powinnam jeszcze wspomnieć o tak zwanych autorkach klasycznych,czyli takich, które zapoczątkowały gatunek. Jak zostało mi to uświadomione w komentarzach, autorki typu Jane Austen nie pisały romansów historycznych, lecz zapoczątkowały ten gatunek i o osobach takich jak Brontë (gorąco polecam Jane Eyre, jedna z moich ulubionych książek), Elizabeth Gaskell czy Jane Austen nie powinno się zapomnieć



Romans z elementami magii (Sarah Addison Allen, Nora Roberts, Cathy Lamb, Alice Hoffman)
Ostatnio bardzo popularne są romanse z magicznymi elementami, i nie chodzi mi tutaj dosłownie o zaklęcia, amulety czy klątwy. Bardziej subtelna magia odgrywa znaczącą rolę w powieściach; magia miejsc, które wpływają na życie bohaterów („Lost Lake” Sary Addison Allen), czy chociażby magia kuchenna, czyli umiejętne łączenie smaków i składników, które według konsumentów mają magiczną moc.
Co charakteryzuje takie książki? Najczęściej postać głównej bohaterki, trochę zagubionej kobiety która szuka własnego miejsca na świecie („Słodki zapach brzoskwiń” Sary Addison Allen, trylogia Kuzynostwa O'Dwyer pióra Nory Roberts). Może ona również uciekać przed przeszłością (a ową przeszłością często jest ogarnięty rządzą zemsty mężczyzna) albo szukać lepszego sposobu życia.
Powieści z tego gatunku często się bardzo efemeryczne, ulotne. Niby masz wszystko opracowane i ogarnięte, aż tu nagle uświadamiasz sobie, że się myliłeś.


Romans z klatą głównego bohatera na okładce (Pamela Clare, Lori Foster, Samantha Young, Susan Elisabeth Phillips)
Owe romanse nie tylko obiecują czytelnikowi gorący, nieokiełznany seks pełen pasji i uczuć. Prawie dziewięćdziesiąt procent z nich zawiera przemoc, czy to skierowaną w stronę bohaterki, czy w stronę miłości głównej bohaterki. Zdarza się, że główna bohaterka wplątuje się w coś niebezpiecznego i potrzebuje ochrony mężczyzny z doświadczeniem, czy to wojskowym czy policyjnym (książki Pameli Clare), albo bohaterka jakimś cudem wpada w kłopoty głównego bohatera. Istnieje również możliwość, że mężczyzna bez koszulki na okładce symbolizuje fakt, iż bohater jest sportowcem. Popularni ostatnio są bohaterowie, którzy są wojownikami MMA albo zawodnikami rugby, baseball ‘u czy trenerami. Mogą być również byłymi sportowcami, którzy podczas trwania książki są trenerami drużyn, albo prywatnymi trenerami fitness.
Oczywiście, nie można w takich przypadkach zapomnieć o gangsterach, którzy poznając główną bohaterkę nagle chcą zmienić swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni.



Romans małomiasteczkowy (Jill Mansell, Marian Keyes, Susan Mallery, Kristian Higgins, Sarah Addison Allen, Nora Roberts, Jennifer Crusie, Susan Elisabeth Phillips, Shannon Stacey)
Główna bohaterka przeprowadza się do małego miasteczka, ot niby nic szczególnego. A jednak! Istnieje wiele wariantów takiego wątku i postanowiłam wyodrębnić trzy.
W pierwszym z nich główna bohaterka wraca do swojego rodzinnego miasta, gdzie zostawiła swoją pierwszą/wielką miłość. Oczywiście i ona jak i jej miłość przeszli przez wiele, czy to razem czy osobno, ale jak wiadomo, stara miłość nie rdzewieje. Uczucie nie gaśnie, ba, kiedy bohaterka wraca do miasteczka, uczucie jest nawet silniejsze!
W drugim przypadku główna bohaterka przeprowadza się do małego miasta ze znacznie większej metropolii. Czasami wybiera je na chybił trafił, czasami okazuje się, że odziedzicza w spadku dom/ziemię od krewnego, którego w większości przypadków nigdy nie poznała. Bohaterka wyprowadziła się z miasta po straszliwym rozstaniu, bądź ucieka przed przeszłością, lub z powodów czysto ekonomicznych. W miasteczku poznaje przystojnego i pociągającego mężczyznę. Wszyscy wiemy, jak to się skończy.
Trzeci przypadek to historia dziejąca się w małym mieście, do którego ani nikt się nie przeprowadza, ani nic się w nim ciekawego nie dzieje. Ot, główna bohaterka szuka miłości i dziwnym trafem okazuje się, że szukała jej tam, gdzie nie trzeba, czyli poza miastem.



Romans paranormalny (Ilona Andrews, Jennifer Estep, Meljean Brook, J.R. Ward, P.C. Cast, Richelle Mead)
Tyle o nim słyszeliśmy, czyż nie? Najczęściej były to same złe rzeczy, na przykład jak to romans paranormalny jest erotykiem ubranym w ładne słowa, jak niszczy gatunek fantastyki i że jest to fantastyka od kobiet pisana tylko i wyłącznie dla kobiet. Cóż, mam nadzieje, że nie wierzycie w te bzdury, bo pozwolę sobie powtórzyć raz jeszcze: są dobre i złe romanse.
To samo tyczy się romansów paranormalnych: są te złe („Zmierzch”) i jest cała reszta.
Najczęściej, jeśli mówimy o romansach paranormalnych, są to serie składające się z więcej, niż czterech tomów (seria autorstwa J.R. Ward ma ich już ponad dwanaście). Głównymi bohaterkami są kobiety przedstawione na okładkach książek jako femme fatale, w czarnych skórzanych spodniach, gotowe do skopania tyłków istotom nadnaturalnym. Zombie? Nie ma sprawy, bohaterka się z nimi uwinie. Wampiry? Proszę was, bohaterka je ich na śniadanie. Może to robić na zlecenie, bo jest prywatnym detektywem, albo zabójczynią, lub z powodu osobistej vendetty. Bohaterki nieczęsto same należą do grona istot nadnaturalnych i powiększają szeregi sukubów, wampirów, wróżek czy wiedźm.

I to byłoby na tyle, drodzy czytelnicy, jeśli chodzi o Romanse 101. Pytania? Sugestie? Wszystko mile widziane w komentarzach.
Pozdrawiam serdecznie,
Kubek.



7 komentarzy:

  1. Tutaj z jednym się nie zgodzę - romans historyczny to nazwa gatunku powieści współczesnych, które wzorują się na dawnych czasach. Bronte więc i im podobne nie tworzyły romansów historycznych, ich dzieła określa się raczej klasyką romansu :) ale to tylko taki szczególik malutki - to takie moje małe zboczenie zawodowe :)

    Ja najbardziej lubię książki Kleypas - ta babka naprawdę potrafi oddać klimat XIX-wiecznych realiów. Ale warta uwagi jest także Judith McNaught - niekwestionowana królowa gatunku. Jej książki są OBŁĘDNE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za polecenie Judith, już dodaję ją do mojej listy książek do przeczytania! :)
      Co do Bronte i Austen i tak dalej, to dziękuje za informację, postaram się zmienić posta :)

      Usuń
  2. O, czekałam na ten wpis, dzięki! Ale mam pewien niedosyt. Mapa podgatunkowa też dobra rzecz, ale liczyłam na skupienie się na poleceniach. Miałam nadzieję na przewodnik wskazujący romansowe Pratchetty i Lemy komuś, kto bardzo chce być przekonany, że gatunek wbrew pozorom nie składa się z samych Paolinich i Ziemiańskich. A tu jedna Austen mi wiosny nie uczyniła... Wygląda na to, że zaczynam wybrzydzać, więc skrócę: dawać więcej! :) I żeby było coś o stylach autorskich, i czym dany/a autor/ka wyróżnia się z tłumu, i takie tam... No, takie gatunkowe the best of the best of the best. Mam nadzieję, że nie podcinam skrzydeł? Wcale nie chcę i w razie czego można mnie zdzielić patelnią! :) Wpis taki jak jest, też ma swoje zalety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja jeszcze mam wrażenie, że przeczytałam za mało romansów, bo jak podejdzie mi jeden autor, to czytam tylko i wyłącznie jego książki przez długi okres czasu. Moje polecane autorki to przeważnie pierwsze kilka nazwisk w nawiasach, a potem starałam się uwzględniać autorów, którzy wydali mi się być interesujący. Co do dalszego zgłębienia romansów, to w sumie całkiem niezły pomysł, lecz chciałabym napisać w międzyczasie jeszcze notkę o postaciach kobiecych w polskiej fantastyce (a raczej ich braku...), więc zobaczymy :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Cześć! :-) Niesamowicie cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga, miło znaleźć kolejną osobę, która czyta romanse i się tego nie wstydzi. Czytanie powieści tego typu absolutnie nie przeszkadza mi z obcowaniem z ambitniejszą literaturą jak choćby Nabokov czy Wilde. Czasem po prostu człowiek potrzebuje wytchnienia przy czymś lekkim i przyjemnym.

    Ze swojej stron polecam podobnie jak Tirindeth Judith McNaught, w sumie to ja namówiłam ją do przeczytania "Królestwa Marzeń", a ona mnie do zapoznania się z twórczością Lisy Kleypas, którą też jak najbardziej mogę zarekomendować. :D
    Moja przygoda z romansem historycznym (tak na dobre) zaczęła się od cyklu "Książę" Gaelen Foley, jest to wspaniała (o ile dobrze pamiętam siedmiotomowa) saga rodzinna osadzona w XIX-wiecznej Anglii w czasach regencji. No coś wspaniałego. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie dziękuję za rekomendacje! Już dodaję do mojej listy książek na Goodreads!
      I zaczynam obserwować twojego bloga, bowiem jest naprawdę ładny! :)

      Lisę Kleypas kiedyś próbowałam czytać, ale z tego co pamiętam styl nie za bardzo przypadł mi do gustu. Chociaż, zawsze warto dać drugą szansę ;)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Też bardzo lubię romanse, czytam ich dużo (różne podgatunki) i też nie uważam, że to jakiś "gorszy" gatunek literatury. Nawet sama piszę "mini-powieści o miłości" ;) Twój blog jest bardzo fajny, będę tu zaglądać, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń