wtorek, 8 kwietnia 2014

Niecne me życie, czyli o antybohaterach słów kilka



Spoilery do Captain Amercia: Zimowy Żołnierz i w ogóle. Żeby nie było.

Minęło już kilka (naście) dni, odkąd wyszłam z kina po seansie Zimowego Żołnierza. Jako fanka Marvela jestem zachwycona, jako zwykły pożeracz filmów jestem wniebowzięta, więc wiecie, film godny polecenia. Nie jest to jednak recenzja Captaina, mimo iż sam Steve Rogers został pokazany w bardzo interesujący sposób; jako człowiek, który postrzega świat w kolorach bieli i czerni,   który nagle zostaje niemalże wepchnięty we wszystkie możliwe odcienie szarości. 

Jest to post o Zimowy Żołnierzu, który wywarł na mnie ogromne wrażenie, mimo iż wypowiedział nie więcej, niż dziesięć linijek (w tym momencie muszę przyznać jedno: Sebastian Stan jest bardzo utalentowanym aktorem).  I nie tylko o Zimowym Żołnierzu, bowiem Marvel w ostatnich czasach stworzył pewien, moim zdaniem, wyznacznik. Wyznacznik złego bohatera, czyli villain. Zimowy Żołnierz trafił na mniej więcej tą samą „półkę”, na której znalazł się Loki przedstawiony przez Toma Hiddlestona. Na owej „półce” zasiadają ci antagoniści, o których myśli się częściej, niż o głównym bohaterze historii. Miejsce to jest niewielkie, a bohaterów tam zasiadających można policzyć na palcach jednej, no może dwóch rąk.
Co więc tworzy „dobrego” złego bohatera?

Zacznijmy od najważniejszego, czyli motywu,: dlaczego i po co bohater zaczął kroczyć po mniej prawej ścieżce . Loki nie jest taki oczywisty, bowiem jedni mogą powiedzieć, że ma to we krwi będąc pół Lodowym Olbrzymem. Drudzy mogą doszukiwać się tak zwanych „daddy issues”, czyli problemów z ojcem. Zawsze był tym drugim synem (według mnie Odyn przygarnął małego Lokiego tylko i wyłącznie z powodu Friggi), zawsze w cieniu Thora. Odyn mówił, że obaj mają prawo do tronu, ale Loki wiedział, że tylko Thor będzie rządził. O ile pierwszej części „Thora” Loki po prostu chciał pokazać, że mimo iż był w cieniu brata, też może być królem, tak już w The Avengers  czy Thor: Mroczny Świat  nie jest to już takie oczywiste.  W Avengersach Loki jest, mogłabym powiedzieć, lekko zdesperowany. Obietnice ojca się nie spełniły i nie został królem. Ale w jego dziwnym umyśle pojawiła się myśl: „Skoro nie mogę być królem w Asgardzie, to czemu nie zostać królem w innym świecie? Jest ich przecież tyle, jakiś tron musi być pusty!”  W tym filmie jeszcze przez moment widzimy, że żałuje swoich czynów, za to w Thor: Mroczny Świat  uważam, że Loki przyjął  pozycję: „YOLO, skoro wszyscy uważają, że jestem zły, to taki będę”. Wszyscy wiemy, jak to się kończy. Lokim na tronie.

Innym słynnym antagonistą jest z pewnością Joker, który jest cierniem w boku Batmana. Poważnie, ten facet nigdy się nie poddaje. I w sumie, szczególnie z filmu Nolana, nie można wywnioskować żadnego „oczywistego” motywu. Joker się nie mści. Joker po prostu jest zły, bo może, i to jest tak fascynujące w jego postaci. Nieprzewidywalny, posunie się do wszelkich nieczystych sztuczek, by osiągnąć swój cel. Z jednej strony czytelnicy w pewien sposób go podziwiają, bo tyle razy próbował „przechytrzyć” Batmana i nigdy się nie poddał. Z drugiej strony trzeba przyznać, że Joker nie jest kimś, kogo chciało by się spotkać na ulicy.

Zimowy Żołnierz jest z kolei zupełnie inny typem antagonisty. Zimowy Żołnierz czyli James „Bucky” Barnes do pewnego momentu w filmie (do samego końca, praktycznie) nie kontroluje swojego życia. To nie on podejmuje decyzje – on jest tylko osobą pociągającą za spust. Broń idealna. Nie kwestionuje rozkazów, nie ma jako takiej daty utraty ważności. Gdyby nie jedno słowo, jeden  człowiek, byłby idealny do samego końca.  Po części uważam, że Zimowy Żołnierz jest tak dobrym villain  dzięki aktorowi, jednakowoż uważam że ludzie zawsze byli zafascynowani rzeczami, które nie wydają się normalne. Bo to, co zostało z Bucky’ego po eksperymentach Zoli nie jest człowiekiem. To maszyna, która w przeszłości była człowiekiem, z historią rodziną i przyjacielem. To odwrotność do tego, do czego teraz dążymy teraz.

Poza tym, nic tak nie przyciąga fanów jak ładna twarz (oraz brytyjski akcent) i złe zamiary.

Mam nadzieje, że Marvel utrzyma swoje tendencje filmowe. W sierpniu wychodzi Guardians of the Galaxy, w przyszłym roku The Avengers: Age of Ultron  który zaprezentuje kolejnego ciekawego antagonistę, Ultrona. Cóż, powiedzieć „nie mogę się doczekać” to mało powiedziane. 

I zapamiętajcie słowa Toma Hiddlestona: „Every villain is a hero in his own mind.”




1 komentarz:

  1. Myślę, że Joker jest w pewnym sensie postacią tragiczną (znaczy jest nią definitywnie w szerszym kontekście, ale tym razem ja nie o tym ;)), bo jego motywacją jest na moje oko głównie udowodnienie reszcie świata, że zło i chaos jest w każdym (nawet w tym Białym Rycerzu) - no więc jednocześnie chce sprowadzić Batmana na "złą drogę" (chciał być potrącony, chciał być, no, zabity, bo to by oznaczało jego wygraną, ale też ostateczny koniec gry) i nie może tego zrobić, bo kto by się z nim wtedy bawił? Nie chciał go tak po prostu zabić - chciał go zabić, udowadniając mu tym, że świat jest podły, mroczny i bez nadziei na ratunek.
    Co do Lokiego - mi go było żal jak diabli. No bo ej, zawsze był tym drugim. W cieniu. Nic nigdy nie zależało od niego, nigdzie nie liczył się najbardziej. I nawet jestem w stanie zrozumieć to, co potem zrobił, bo wydało mi się to logicznym następstwem niedostrzegania go, kiedy zachowywał się dobrze.
    No i też czekam na nowych Avengersów...!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń