niedziela, 26 stycznia 2014

Nieprzyjemnym przypadek Cassandry Clare, czyli kradzież tuż pod waszymi nosami.



Takie małe przypomnienie: można coś lubić, ale również można być wobec tej rzeczy, albo autora, bardzo krytycznym.

(Otwieramy puszkę Pandory, jej!)

Nie lubię Cassandry Clare. Na wstępie przyznam się, że „Miasto Kości” obejrzałam z bólem, książki nie byłam w stanie przeczytać do końca. W tym poście nie chcę oceniać stylu pisania pani Clare, chcę tylko przybliżyć wam świadomość, że autorka ta ma wiele rzeczy na sumieniu.
Zacznijmy od początku.

Jakieś dziesięć czy dziewięć lat temu bardzo były popularne fan ficki do Harry’ego Pottera. Mówię tutaj o popularności w stylu „Każda osoba w anglojęzycznym fandomie wie, kim jesteś, a pod twoimi dziełami fani zostawiają setki komentarzy. Ogólnie, jesteś w fandomie wyrocznią i wzorem do naśladowania.”

Jedną z takich wyroczni była właśnie Cassandra Clare, która pisała ficki skupione na Draco Malfoy’u (oraz fan fiction z incestem, czyli intymnym związkiem między członkami rodziny, w tym wypadku był to związek między Ronem a Ginny Weasley).  Jej prace były umieszczane na portalu fanfiction.net i były niesamowicie popularne, otrzymywała pod nimi setki komentarzy.
Niestety, tutaj pojawia się pierwszy problem.

Na fan fickach się nie zarabia. Po prostu, nie. Są to prace od fanów dla fanów, za które nikt nie dostaje pieniędzy. Nikt nie proponuje autorowi fan ficka, że da mu dwieście dolarów aby ten napisał kolejne dziesięć tysięcy słów. Cassandra Clare jednak zarabiała na pisaniu ficków.  Umieściła informację, że rzekomo ją „okradli” i „splądrowali dom” i  ukradli jej komputer/ laptop i kolejnej części „The Draco Trylogy” nie będzie przez dłuższy czas. Przypadkowo również umieściła swój… adres domowy. W niedługim czasie otrzymała (ponoć) kilka laptopów oraz wsparcie finansowe ze strony fanów (powinnam tutaj zaznaczyć, że była wtedy już dorosłą osobą i miała pracę).
Niby nigdy nic. Ale potem wśród fandomu Harry’ego Pottera gruchnęła niesamowita wiadomość: Cassandra Clare jest plagiatorką.

W moim poprzednim poście, który ma już dwa lata, wiele osób komentowało, że „powinnam się odczepić od Cassandry, bo ona się inspirowała i nie można wymyślić już niczego oryginalnego”. Z oba tymi stwierdzeniami będę się sprzeczać. Sama będąc pisarką, ja i chyba wszystkie osoby które piszą, uważają za plagiat za najgorszą rzecz, jaka może się zdarzyć. Dla niewiedzących, według Encyklopedii PWN plagiat to: „przywłaszczenie cudzego utworu, pracy naukowej, dzieła artystycznego itp., także zapożyczenie z cudzych dzieł podane jako własne i opublikowane pod własnym nazwiskiem; według prawa polskiego jest przestępstwem.”Innymi słowy, jest to kradzież.
I to właśnie zrobiła Cassandra Clare. Ale zacznijmy od początku.

Fanfiction.net nigdy nie radziło sobie dobrze z wykrywaniem plagiatu, i w tej kwestii polegało na czytelnikach. Jeśli ktoś zauważył plagiat w jakimś ficku, zgłaszał to do administratora, a ten albo kasował dane dzieło albo kontaktował się z autorem. Pewnego dnia, niemalże całe „The Draco Trylogy” zostało usunięte z fanfiction.net bez żadnego słowa i nikt nie wiedział dlaczego. Nawet sama Cassandra rzekomo nie dostała żadnego powiadomienia ze strony administratora. Mówię rzekomo, ponieważ administrator twierdzi, że owo wyjaśnienie wysłał. A prace zniknęły dlatego, gdyż jedna z czytelniczek stwierdziła, że niekiedy całe akapity w pracach Cassandry wyglądały bardzo znajomo. Zrobiła więc niemałe dochodzenie śledcze i stwierdziła, że duża czesć pracy Cassandry jest zwykłym plagiatem. Zostawiła komentarz pod fickiem z stylu „Wiesz, ten i ten akapit wygląda bardzo znajomo, masz go z tej i tej książki, nieprawdaż?” jednakże, tajemniczym trafem nikt na owy komentarz dziewczynie nie odpowiedział. Zgłosiła więc sprawę do administratora fanfiction.net a ten usunął owego fan ficka.
I w tym momencie posypały się gromy z jasnego nieba. „Przecież Cassandra pisała, że inspirowała się Pamelą Dean i Buffy the Vampire Slayer, wiec czemu usuwacie jej prace?! Pisała o tym na początku każdego rozdziału!!” pisali jej rozzłoszczeni fani (jak i sama Cassandra). Jednakowoż, „inspiracja” nie jest tym samym co „plagiat”. Jak najprościej wytłumaczyć różnicę? Ot, wyobraźcie sobie, że czytacie niesamowitą książkę, że wspaniałym głównym bohaterem i myślicie sobie „Och, ten bohater jest wspaniały. Ma na nazwisko Black, więc stworzę bohatera o tym samym nazwisku żeby uczcić pierwowzór, ale który będzie wyglądał i zachowywał się inaczej.” Plagiat będzie wtedy, jeśli pomyślisz „Och, jaki wspaniały bohater. Zmienię mu imię z Syriusza na Samuela, ale wszystko inne, łącznie z wyglądem, opisem zachowania i historią zostawię takie samo, jak w pierwowzorze. Przepiszę jeszcze parę akapitów opisów z książki, zmieniając może co dziesiąty wyraz według mojego wymysłu, i podpiszę jako swoją pracę. Tak. To niezły pomysł.”
I tak też zrobiła Cassandra. Nie dość, że podała złą trylogię, którą się „inspirowała”, to jeszcze przepisywała wtedy dialogi  z popularnego  wtedy „Buffy the Vampire Slayer” i przypisywała jej swoim bohaterom. BtVS nie było zresztą jedynym serialem, który Cassandra plagiatowała.
I co najlepsze, nigdy się do plagiatu nie przyznała ani za niego nie przeprosiła.
Teraz zróbmy krok w czasie o kilka lat. Cassandra Clare wydaje właśnie „Miasto Kości” pierwszy tom ze swojej serii. Jednak nieliczni, którzy zachowali na komputerach kopię „The Draco Trylogy”, bowiem Cassandra usunęła ją ze wszystkich stron, na których ją publikowała, znaleźli parę istotnych rzeczy. Po pierwsze, niektóre opisy i dialogi są plagiatem jej własnego ficka (który był plagiatem innych prac). Po drugie, bohaterowie są niemalże odbiciem bohaterów, którym Cassandra opisywała w swoich fickach. Więc w Jace’sie można dopatrzyć się wiele z Draco, Clary przypomina Ginny z ficków. Co by tego było mało, w samej historii można dopatrzyć się wiele podobieństw między „Miastem Kości” a serią o Harrym Potterze. Valentine to Voldemort, poplecznicy Valentine to nikt inny niż Śmierciożercy Rowling a mundane to inne słowo na mugola.  

Cassnadra Clare niedługo wydaje ostatnią książkę z serii „The Mortal Instruments” i według portalu goodreads.com ma w planach jeszcze trzy trylogię z tego świata. Pozostaje jednak pytanie: czy możemy być pewni, że nie przemyciła do swoich książek splagiatowanych rzeczy? Odpowiedź na to pytanie brzmi: nie możemy. Cassnadra do plagiatu nigdy się nie przyznała, a osobom które wywlekają plagiat na światło dziennie grozi prawnikami. Jedną z blogerek próbowała nawet wywalić z uniwersytetu.
Drodzy czytelnicy, w tym momencie macie wybór. Możecie zignorować fakt, że Cassandra kradła pomysły innych ludzi, i możecie dalej pozwolić jej na tym zarabiać. Albo możecie sięgnąć po inne książki, lepiej napisane, które plagiatem na pewno nie są. Sama polecam „Legendę” Marie Lu, „Angelfall” Susany Ee, „Cień i kość” Leigh Bardugo czy „Córka dymu i kości” Laini Taylor.

Po linki do artykułów po angielsku odsyłam do mojego poprzedniego posta o Cassandrze. Co do bloga, powinnam go reaktywować w niedługim czasie. W roku poprzednim przeczytałam całkiem sporą ilość książek i przydałoby się co nieco o nich napisać ;)